{"id":257,"date":"2002-10-26T18:23:50","date_gmt":"2002-10-26T18:23:50","guid":{"rendered":"http:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/?p=257"},"modified":"2002-10-26T18:23:50","modified_gmt":"2002-10-26T18:23:50","slug":"blask-czesc-1","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/blask-czesc-1\/","title":{"rendered":"Blask &#8211; cz\u0119\u015b\u0107 1"},"content":{"rendered":"<p>    J\u0119zyki ognia sprawia\u0142y wra\u017cenie zakutych w ci\u0119\u017ckie \u0142a\u0144cuchy, pr\u00f3buj\u0105c si\u0119 z nich wydosta\u0107. Ilekro\u0107 kt\u00f3ry\u015b wzbija\u0142 si\u0119 w g\u00f3r\u0119, zaraz potem opada\u0142, aby nigdy ju\u017c nie za\u015bwieci\u0107, a na jego miejsce wyskakiwa\u0142 nast\u0119pny i nast\u0119pny. Sadza na kominie, zrobionym z kawa\u0142ka powyginanego metalu, m\u00f3wi\u0142a, \u017ce palenisko s\u0142u\u017cy\u0142o swym w\u0142a\u015bcicielom od d\u0142u\u017cszego czasu. Wielu m\u0119\u017cczyzn siedzia\u0142o nieopodal, grzej\u0105c zm\u0119czone d\u0142onie, by\u0142 to, bowiem \u015brodek sierpnia, czas \u017cniw. Nie us\u0142yszeli, gdy podesz\u0142a. I gdyby to nie by\u0142a ona, pewnie nawet by jej nie dostrzegli. W pobli\u017cu kr\u0119ci\u0142o si\u0119 wiele os\u00f3b, tak\u017ce obcych, pola uprawne znajdowa\u0142y si\u0119, opodal go\u015bci\u0144ca. Konia zostawi\u0142a na pobliskiej polance. Nikt nie s\u0142ysza\u0142, gdy podchodzi\u0142a. Kiedy usiad\u0142a przy ogniu na wysokim pniaku, obejrza\u0142a dok\u0142adnie otaczaj\u0105cych j\u0105 ludzi. I nie ludzi. By\u0142o tam te\u017c kilku nizio\u0142k\u00f3w. Ju\u017c na pocz\u0105tku zauwa\u017cy\u0142a, \u017ce wi\u0119kszo\u015b\u0107 ch\u0142op\u00f3w bacznie si\u0119 jej przygl\u0105da. Patrzyli oczami dziecka. Nie\u015bwiadomi niczego. Ubrana by\u0142a inaczej. Inaczej ni\u017c ch\u0142opi. Pod p\u0142aszczem z dziwnego, grubego acz lekkiego materia\u0142u mia\u0142a na sobie sk\u00f3rzany, czarny kaftan. Bynajmniej nie by\u0142 to kubraczek, jakie dostaj\u0105 m\u0142ode dziewki od swoich ch\u0142opc\u00f3w. Twarz mia\u0142a skryt\u0105 w cieniu kaptura. Nie wydawa\u0142a si\u0119 ukrywa\u0107 jej specjalnie, ale dziwny, ciemnozielony materia\u0142 jakby przyci\u0105ga\u0142 barwy najbardziej potrzebne. Teraz przyci\u0105ga\u0142 cie\u0144. Z cholewy wysokiego, zrobionego z ciemnej, utwardzanej sk\u00f3ry buta wystawa\u0142a g\u0142ownia no\u017ca, zawsze, ilekro\u0107 pada\u0142 na ni\u0105 blask p\u0142omieni, metal zdawa\u0142 si\u0119 ciemnie\u0107. Za szerokim pasem, zazwyczaj z prawego boku zwisa\u0142 miecz, teraz przesuni\u0119ty do ty\u0142u, za plecy. Miecz by\u0142 zrobiony z tego samego metalu, co sztylet. Stopu srebra i jedynego w swoim rodzaju hartowanego \u017celaza. Wzd\u0142u\u017c klingi tli\u0142y si\u0119 magiczne runy. Taka bro\u0144 mog\u0142a by\u0107 wykuta jedynie w kilku miejscach \u00f3wcze\u015bnie znanego \u015bwiata. Ta by\u0142a kuta w krasnoludzkich ku\u017aniach, we wn\u0119trzu g\u00f3ry Khand. Ale tej broni ch\u0142opi nie mogli zauwa\u017cy\u0107.<br \/>\nBy\u0142a senna. Pas go\u015bci\u0144ca, wij\u0105cego si\u0119 pomi\u0119dzy Mortenbergiem, a Klamathem przeby\u0142a bez postoju. Czu\u0142a znu\u017cenie, mimo to by\u0142a wci\u0105\u017c mocno obecna, wiedzia\u0142a, dlaczego tu jest. Szczeg\u00f3lnie jeden z rolnik\u00f3w, zwr\u00f3ci\u0142 na siebie jej uwag\u0119. By\u0142 m\u0142ody, m\u0142odszy od pozosta\u0142ych. Ma mo\u017ce nieca\u0142\u0105 dwudziestk\u0119  pomy\u015bla\u0142a. Nie siedzia\u0142, jak inni. Stale kr\u0105\u017cy\u0142 wok\u00f3\u0142 starego, spr\u00f3chnia\u0142ego d\u0119bu, a raczej dziury w d\u0119bie. Wydawa\u0142o si\u0119, \u017ce wie, co robi.<br \/>\n&#8211;\tNic to  szepn\u0119\u0142a do siebie  wygl\u0105daj\u0105 na poczciwych. Tu jest zbyt monotonnie, \u017ceby nie zasn\u0105\u0107.<br \/>\nNie zasn\u0119\u0142a jednak. Nie tylko ona s\u0142ysza\u0142a, z pocz\u0105tku cichy, teraz coraz g\u0142o\u015bniejszy t\u0119tent kopyt. Wyra\u017anie zbli\u017ca\u0142 si\u0119 w kierunku obozu. Kiedy by\u0142 ju\u017c wystarczaj\u0105co blisko, jeden z m\u0119\u017cczyzn kiwn\u0105\u0142 znacz\u0105co na tego, kt\u00f3ry sta\u0142 przy d\u0119bie. M\u0142ody wsun\u0105\u0142 si\u0119 do po\u0142owy w otw\u00f3r, by po chwili wr\u00f3ci\u0107 z kilkoma kr\u00f3tkimi \u0142ukami oraz ko\u0142czanami. Rzuci\u0142 je nizio\u0142kom, a ci, pochwyciwszy je, wskoczyli nadzwyczaj zr\u0119cznie za pobliskie, co g\u0119\u015bciejsze skupiska krzew\u00f3w. W tym czasie m\u0142ody zd\u0105\u017cy\u0142 ju\u017c przekaza\u0107 nast\u0119pne &#8222;narz\u0119dzia grupie m\u0119\u017cczyzn. Ci byli uzbrojeni w d\u0142ugie no\u017ce, jeden z nich, opr\u00f3cz no\u017ca, trzyma\u0142 w r\u0119ku ci\u0119\u017cki morgenstern. Zdumia\u0142o j\u0105 tak du\u017ce zorganizowanie. Ka\u017cdy stan\u0105\u0142 na wyznaczonej pozycji. Jeden z nich kaza\u0142 zrobi\u0107 jej to samo. Us\u0142ucha\u0142a, acz niech\u0119tnie. Odk\u0105d pami\u0119ta drwi\u0142a z rozkaz\u00f3w. Przesun\u0119\u0142a bro\u0144 na praw\u0105 stron\u0119. Od razu lepiej  przemkn\u0119\u0142o jej przez g\u0142ow\u0119. Sprawdzi\u0142a, czy miecz g\u0142adko wychodzi z pochwy. Wychodzi\u0142 g\u0142adko. Po kilku szybkich minutach, zobaczyli pierwszych je\u017ad\u017ac\u00f3w.<br \/>\n&#8211;\tJest ich ko\u0142o dwudziestki  powiedzia\u0142 ch\u0142op stoj\u0105cy na przedzie, ten sam, kt\u00f3ry wydawa\u0142 innym polecenia.<br \/>\nI rzeczywi\u015bcie, konnych by\u0142o dok\u0142adnie dwudziestu, dwa razy mniej, ni\u017c rolnik\u00f3w. Byli jednak lepiej uzbrojeni, ka\u017cdy z nich dzier\u017cy\u0142 d\u0142ugi miecz, a odziani byli w lekkie kolczugi przeplatane rzemieniami. Przewodzi\u0142 nimi wysoki, dobrze zbudowany m\u0119\u017cczyzna, w he\u0142mie z herbem Mortenbergu na przedniej cz\u0119\u015bci dzwonu. Wiedzia\u0142a, kim jest. Spotka\u0142a go ju\u017c wcze\u015bniej.<br \/>\n&#8211;\tKto\u015bcie s\u0105  zawo\u0142a\u0142 rolnik na przedzie, gdy zatrzymali si\u0119 dziesi\u0119\u0107 metr\u00f3w przed nim.<br \/>\n&#8211;\tProsz\u0119 prosz\u0119,  powiedzia\u0142 do niej, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 brzydko, zupe\u0142nie nie zwa\u017caj\u0105c na ch\u0142opa &#8211; nie my\u015bla\u0142em, \u017ce odnajdziemy ci\u0119 pomi\u0119dzy pastuchami. Nie pos\u0105dza\u0142em ci\u0119 o tak doborowe towarzystwo. Sk\u0105din\u0105d bardzo tu pasujesz.<br \/>\nMilcza\u0142a. Milcza\u0142a gniewnie.<br \/>\n&#8211;\tKto\u015bcie s\u0105 i czego tu szukacie  powt\u00f3rzy\u0142 ten z przodu.<br \/>\n&#8211;\tStul pysk prostaku!  wrzasn\u0105\u0142 gro\u017anie osi\u0142ek  M\u00f3wisz do prawej r\u0119ki szanownego pana Metzgera. Burmistrza miasta Mortenberg. O ni\u0105 tylko nam idzie. Nie wtr\u0105cajcie si\u0119, a mo\u017ce nic wi\u0119cej si\u0119 nie wydarzy. Zabra\u0107 j\u0105  warkn\u0105\u0142 do \u017co\u0142nierzy  a jak b\u0119dzie stawia\u0142a op\u00f3r, nie \u017ca\u0142owa\u0107 pi\u0119\u015bci.<br \/>\nDw\u00f3ch zbrojnych zsiad\u0142o z kulbaki. Nie uszli jednak kilku metr\u00f3w, a jeden z nich upad\u0142. Strza\u0142a ugodzi\u0142a go w szyj\u0119. Drugi, patrz\u0105c na towarzysza, miotanego drgawkami, przystan\u0105\u0142, rzuci\u0142 b\u0142agalne spojrzenie na dow\u00f3dc\u0119. Ten jednak, zdezorientowany, milcza\u0142 przez moment.<br \/>\n&#8211;\tRuszaj\u017ce albo ja ci\u0119 siekn\u0119  warkn\u0105\u0142 po chwili, w jego g\u0142osie wyczu\u0107 mo\u017cna by\u0142o jednak wi\u0119cej przestrachu i obawy ni\u017c grozy.<br \/>\nKnecht ruszy\u0142, aby po chwili upa\u015b\u0107 w tym samym miejscu. Dwie strza\u0142y w udo i w pier\u015b wywlok\u0142y z niego dusz\u0119.<br \/>\n&#8211;\tDobrze wi\u0119c  powiedzia\u0142 ju\u017c ciszej osi\u0142ek, wyra\u017anie zaniepokojony  tym razem ty jeste\u015b g\u00f3r\u0105 , nie radz\u0119 jednak zbli\u017ca\u0107 si\u0119 do miasta. Wracamy ch\u0142opcy  krzykn\u0105\u0142 na pozosta\u0142ych je\u017ad\u017ac\u00f3w.<br \/>\nSplun\u0105\u0142, wyda\u0142 komend\u0119, dw\u00f3ch, pieszych ju\u017c , \u017co\u0142dak\u00f3w podesz\u0142o niepewnie do trup\u00f3w i odci\u0105gn\u0119\u0142o je kawa\u0142ek dalej, po czym wszyscy odjechali. Czarny miecz wr\u00f3ci\u0142 na dawne miejsce pomi\u0119dzy fa\u0142dy peleryny. Jego w\u0142a\u015bcicielka czu\u0142a jak dr\u017cy lekko pomny niedosz\u0142ego starcia. Zapad\u0142o milczenie. Czu\u0142a si\u0119 niezr\u0119cznie, nie mog\u0142a znie\u015b\u0107 \u015bwiadomo\u015bci, \u017ce jest co\u015b komu\u015b d\u0142u\u017cna, \u017ce co\u015b komu\u015b zawdzi\u0119cza. Nie, nie tego oczekiwa\u0142a. Dnia ubywa\u0142o. Zachodz\u0105ce s\u0142o\u0144ce rozla\u0142o si\u0119 karmazynow\u0105  \u0142un\u0105 na zboczu g\u00f3ry , u st\u00f3p kt\u00f3rej rozbito ob\u00f3z. Bukowy las przeczesa\u0142y ostatnie j\u0119zyki s\u0142onecznego ognia i odesz\u0142y wolno na wsch\u00f3d jakby ust\u0119puj\u0105c przed wszechobecnym mrokiem. Po\u0142o\u017cy\u0142a si\u0119 pod jednym z drzew. Nasta\u0142a pora kiedy cia\u0142o ogarnia znu\u017cenie a umys\u0142 pracuje bez ustanku. Sen przyszed\u0142 niespodzianie przenosz\u0105c dziewczyn\u0119 do krainy dawnych, zapomnianych czas\u00f3w, czas\u00f3w tak beztroskich, ze wydawa\u0142oby si\u0119   nierealnych. Ch\u0142op kt\u00f3ry podszed\u0142 aby okry\u0107 j\u0105 derk\u0105 przystan\u0105\u0142 niepewnie. Bo\u017ce , to\u0107 to dziecina  pomy\u015bla\u0142 patrz\u0105c na jasna plam\u0119 twarzy , po kt\u00f3rej b\u0142\u0105ka\u0142 si\u0119 ledwo widoczny u\u015bmiech tak bardzo nie pasuj\u0105cy do oblicza istoty spotkanej wcze\u015bniej na trakcie.<br \/>\nNoc min\u0119\u0142a szybciej ni\u017c mog\u0142aby sobie tego \u017cyczy\u0107. Kiedy si\u0119 obudzi\u0142a, wi\u0119kszo\u015b\u0107 ch\u0142op\u00f3w by\u0142a ju\u017c na nogach. Najstarsze i najbardziej w\u0105sate ch\u0142opisko pomacha\u0142o do niej mieszaj\u0105c co\u015b na wielkiej blasze wisz\u0105cej na stalowym tr\u00f3jnogu nad ogniskiem.<br \/>\n&#8211;\tProsiemy panienk\u0119 na jajeczni\u0119 a i odrobina ptaka si\u0119 znajdzie, je\u015bli wola.<br \/>\nStrz\u0105sn\u0119\u0142a z powiek resztki snu , przyliza\u0142a stercz\u0105ce k\u0119dziory i przysiad\u0142a obok ognia z misk\u0105 pe\u0142n\u0105 jedzenia. Troch\u0119 ma\u0142o s\u0142ona ale dobra  pomy\u015bla\u0142a oblizuj\u0105c oddan\u0105 do jej dyspozycji bodaj jedyn\u0105 \u0142y\u017ck\u0119 w obozie.<br \/>\n&#8211;\tHej, ty tam!  zawo\u0142a\u0142a do wa\u017cnego, ustami pe\u0142nymi jajecznicy.<br \/>\n&#8211;\tS\u0142ucham, pani ?<br \/>\n&#8211;\tKto was nauczy\u0142 wojaczki, sama bym was lepiej nie rozstawi\u0142a wczorajszego wieczoru.<br \/>\n&#8211;\tPani, my sami. My s\u0105 ch\u0142opy z Klamathu, gdzie bitny nar\u00f3d \u017cyje. Wojaczka to dla nas chleb powszedni. Kiedy\u015b, gdy liczy\u0142a si\u0119 r\u0105k ka\u017cda para, bylim niezast\u0105pieni, lecz potem nasta\u0142 pok\u00f3j. A na co komu \u017co\u0142daki  w czasie pokoju?<br \/>\n&#8211;\tNa moje oko, panie \u017co\u0142nierz, ten wasz pok\u00f3j nie potrwa zbyt d\u0142ugo, chocia\u017c, mog\u0119 si\u0119 myli\u0107. Jak ci\u0119 zatem zwa\u0107?<br \/>\n&#8211;\tKristof, pani.  odrzek\u0142  A jak na ciebie wo\u0142aj\u0105, pani?<br \/>\n&#8211;\tBirka  rzuci\u0142a kr\u00f3tko.<br \/>\n&#8211;\tCieszy mnie to, pani Birko  odpowiedzia\u0142 odgryzaj\u0105c ostentacyjnie spory kawa\u0142ek mi\u0119sa &#8211; s\u0142ysza\u0142em bowiem, &#8211; ci\u0105gn\u0105\u0142 z pe\u0142nymi ustami &#8211; o pewnej okrutnej kobiecie, istny demon, z opisu mego kompana podobnej do pani, z ca\u0142ym szacunkiem, ale tamt\u0105 czarn\u0105 kling\u0105 zwali. Podobno kr\u0119ci\u0142a si\u0119 tu ostatnimi czasy, nie napotka\u0142a\u015b jej przypadkiem na swej drodze, pani?<br \/>\n&#8211;\tNie  odpar\u0142a szybko, by\u0107 mo\u017ce zbyt szybko  nie mia\u0142am przyjemno\u015bci, musz\u0119 nakarmi\u0107 konia  doda\u0142a pospiesznie, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 sztucznie.<br \/>\nOdesz\u0142a szybko, nie doka\u0144czaj\u0105c jedzenia. Ju\u017c nie wr\u00f3ci\u0142a. Gdy tylko dotar\u0142a na polan\u0119 oporz\u0105dzi\u0142a konia, wskoczy\u0142a na siod\u0142o. Odjecha\u0142a, szybko przechodz\u0105c w cwa\u0142. Birka. Zwana czarn\u0105 kling\u0105. <\/p>\n<p>\tDo miasta wjecha\u0142a ko\u0142o po\u0142udnia. Za murami z regu\u0142y czu\u0142a si\u0119 mniej pewnie, ni\u017c na go\u015bci\u0144cu, ale nie w tym mie\u015bcie. Nie w D\u00f6rteville. Ta ma\u0142a mie\u015bcina \u017cy\u0142a w\u0142asnym \u017cyciem, t\u0119tni\u0142a nim bez ustanku. Za dnia weso\u0142ymi odg\u0142osami targu, muzyk\u0105 w\u0119drownych bard\u00f3w, ujadaniem ps\u00f3w, harmidrem dokazuj\u0105cych dzieci, w nocy \u015bpiewem mocno podchmielonych osobnik\u00f3w, brz\u0119kiem szk\u0142a, gromkiego \u015bmiechu w niezliczonych zajazdach, gospodach, gdzie dzie\u0144 miesza si\u0119 z noc\u0105 a najwytrwalsi biesiadnicy trac\u0105 poczucie czasu. W D\u00f6rteville ka\u017cdy mia\u0142 swoje miejsce, a jednak prawie nikt nie mieszka\u0142 tu na sta\u0142e. Gr\u00f3d ten przez wi\u0119kszo\u015b\u0107 nieoficjalnie uwa\u017cany by\u0142o za neutralny, a mnogo\u015b\u0107 takich 'o\u015brodk\u00f3w kultury&#8217;, jak kantyny, place handlowe czy domy uciech, sprowadza\u0142y swoj\u0105 r\u00f3\u017cnorodno\u015bci\u0105 i jako\u015bci\u0105 wszelkich us\u0142ug t\u0142umy istot, przedstawicieli wszelkich ras, stan\u00f3w czy te\u017c kultur b\u0105d\u017a jej braku. D\u00f6rteville by\u0142o wymarzonym azylem dla wszystkich tych ,kt\u00f3rych kontakt z pilnuj\u0105cymi porz\u0105dku siepaczami w\u0142odarzy s\u0105siednich ziem m\u00f3g\u0142 doprowadzi\u0107 prosto na szafot. Nic wi\u0119c dziwnego, \u017ce zatrzyma\u0142a si\u0119 w\u0142a\u015bnie tu, musia\u0142a przeczeka\u0107 a\u017c pewne sprawy z czasem strac\u0105 na znaczeniu.<br \/>\n&#8211;\tCzy mnie oczy myl\u0105, czy to czarna klinga, we w\u0142asnej, dumnej, osobie  zarechota\u0142 kto\u015b gard\u0142owo, gdy przejecha\u0142a przez g\u0142\u00f3wn\u0105 bram\u0119.<br \/>\n&#8211;\tWitaj Silke i pow\u015bci\u0105gnij sw\u00f3j plugawy j\u0119zyk  rechocz\u0105cym okaza\u0142 si\u0119 kr\u0119py krasnolud, o pogodnej twarzy i d\u0142ugiej, si\u0119gaj\u0105cej za pas, rudej brodzie, splecionej w dwa grube warkocze.<br \/>\n&#8211;\tPrzesta\u0144 si\u0119 d\u0105sa\u0107, to\u0107 chyba nie jestem pierwszym krasnoludem, m\u00f3wi\u0105cym, \u017ce masz nieco aroganckie podej\u015bcie do \u017cycia i ludzi ?<br \/>\n&#8211;\tDobrze wiesz, \u017ce nie o tym m\u00f3wi\u0119.<br \/>\n&#8211;\tJu\u017c ja wiem, ech, kto jak kto, ale ja wiem  odpar\u0142 krasnolud, powa\u017cniej\u0105c lekko  pokaza\u0142a\u015b co potrafisz, ma\u0142a.<br \/>\nSzybkim susem zeskoczy\u0142a z siod\u0142a.<br \/>\n&#8211;\tDobrze ci\u0119 widzie\u0107 stary draniu.<br \/>\n&#8211;\tWitaj Birko  odpar\u0142 krasnolud, po czym oboje obj\u0119li si\u0119 w silnym, m\u0119skim u\u015bcisku.<br \/>\n&#8211;\tCo ci\u0119 sprowadza do D\u00f6rteville Silke, wszak ty zawsze by\u0142e\u015b w boju, na pierwszej linii?  zadrwi\u0142a nieco Birka<br \/>\n&#8211;\tCzy to wa\u017cne? Chod\u017amy lepiej do karczmy, tam pogadamy.<br \/>\nW ober\u017cy &#8222;Pod z\u0142otym ba\u017cantem by\u0142o ciemno i ch\u0142odnawo. Panowa\u0142a tu jednak przyjemna, weso\u0142a atmosfera, pot\u0119gowana b\u0142ogim, przyjemnie \u0142echcz\u0105cym podniebienie zapachem pieczonej kaczki.<br \/>\n&#8211;\tZa stary ju\u017c na to jestem  powiedzia\u0142 Silke, spogl\u0105daj\u0105c podejrzliwie na misk\u0119 zupy  bycie najemnikiem, to nie byle gratka, a ja, wystaw sobie, coraz cz\u0119\u015bciej my\u015bl\u0119 o powrocie na sta\u0142e pod t\u0105 parszyw\u0105 g\u00f3r\u0119. Mam tam ku\u017ani\u0119, sklep. Mo\u017ce nareszcie si\u0119 ustatkuj\u0119.  krasnolud u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 ponuro &#8211; A \u017co\u0142d te\u017c nie, ten co kiedy\u015b. Rzeknij mi, Birka, ile bierzesz ostatnimi czasy za jedn\u0105 bitw\u0119, powiedzmy \u015bredniej wa\u017cno\u015bci, dajmy na to, w Brookenborskiej walucie?<br \/>\n&#8211;\tJa nie walcz\u0119 w bitwach \u015bredniej wagi, Silke u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 Birka  ale pojmuje o co ci idzie. Rzekn\u0119 ci wi\u0119c, \u017ce za bitw\u0119 bior\u0119 \u015brednio oko\u0142o pi\u0119\u0107dziesi\u0119ciu Brookenborskich koron.<br \/>\n&#8211;\tEch, widz\u0119 wi\u0119c, \u017ce ludzkim najemniczkom p\u0142aci si\u0119 wi\u0119cej, ani\u017celi krasnoludzkim ch\u0142opakom, ja bior\u0119 niewiele ponad czterdzie\u015bci.  zas\u0119pi\u0142 si\u0119 Silke.<br \/>\n&#8211;\tNiedoceniasz si\u0119 karze\u0142ku.<br \/>\n&#8211;\tM\u00f3wi\u0142em ci, za stary jestem na te sprawy.<br \/>\nSilke rzeczywi\u015bcie m\u00f3g\u0142 si\u0119 uwa\u017ca\u0107 z krasnoluda dojrza\u0142ego, prze\u017cy\u0142 ju\u017c bowiem   osiemdziesi\u0105t cztery lata, nie mo\u017cna jednak uwa\u017ca\u0107 go za osob\u0119 w wieku starczym, krasnoludy \u017cyj\u0105 bowiem bez ma\u0142a sto sze\u015b\u0107dziesi\u0105t lat, a historia zanotowa\u0142a przypadki, kiedy to przedstawiciele tej rasy chodzili po ziemi dawno przekraczaj\u0105c drug\u0105 setk\u0119 \u017cycia.<br \/>\n&#8211;\tBy\u0107 mo\u017ce jeste\u015b za stary na to czy owo, &#8211; odpar\u0142a z u\u015bmiechem &#8211; ale nigdy nie wm\u00f3wisz mi, \u017ce m\u00f3g\u0142by\u015b siedzie\u0107 bezczynnie pod g\u00f3r\u0105 i wie\u015b\u0107 nu\u017c\u0105cy \u017cywot kowala, do ko\u0144ca swych dni zapominaj\u0105c o wojaczce.<br \/>\n&#8211;\tMo\u017ce i masz trzoch\u0119 racji, a tam, staro\u015b\u0107 dzia\u0142a mi na m\u00f3zg  krasnolud pokra\u015bnia\u0142 wyra\u017anie  wypijmy zatem  rzek\u0142 podnosz\u0105c pe\u0142ny kufel  za d\u0142ugie \u017cycie, mnogie bitwy i za pieni\u0105dz, kt\u00f3rego ostatnio ka\u017cdemu brakuje.<br \/>\n&#8211;\tBrakowa\u0142o zawsze  burkn\u0119\u0142a Birka  i b\u0119dzie brakowa\u0107, c\u00f3\u017c, wypijmy.<br \/>\nLedwo podnie\u015bli szklanice, nagle do karczmy wpad\u0142o dw\u00f3ch, a w\u0142a\u015bciwie trzech m\u0119\u017cczyzn, jeden z nich wygl\u0105da\u0142 bardzo niemrawo, w przeciwie\u0144stwie do pozosta\u0142ych, ju\u017c na pierwszy rzut oka wida\u0107 by\u0142o, \u017ce nie jest tu z w\u0142asnej woli.<br \/>\n&#8211;\tSied\u017a tu psie i ani si\u0119 rusz, bo po\u017ca\u0142ujesz  warkn\u0105\u0142 jeden z osi\u0142k\u00f3w, nosi\u0142 charakterystyczn\u0105 fryzur\u0119, lew\u0105 po\u0142ow\u0119 g\u0142owy mia\u0142 ca\u0142kowicie ogolon\u0105, naznaczon\u0105 paskudn\u0105 szram\u0105  Noel, miej baczenie na tego ch\u0142ystka.<br \/>\n&#8211;\tWidz\u0119, \u017ce nie zmieni\u0142e\u015b zaj\u0119cia, od naszego spotkania przy Diablim Stawie, co, Ko\u017alarz?  rzek\u0142, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 Silke  dalej parasz si\u0119 t\u0105 parszyw\u0105 robot\u0105.<br \/>\n&#8211;\tSilke Vart, ha, stary druhu  odpar\u0142 osi\u0142ek, r\u00f3wnie\u017c z u\u015bmiechem  widzie\u0107 ci\u0119, sama przyjemno\u015b\u0107, ale odpieprz si\u0119 \u0142askawie od mojego szlechetnego sposobu zarabiania na \u017cycie, jakim jest  \u0142apactwo. Zaw\u00f3d najemnika, p\u0142atnego rze\u017anika, pozostawia tako\u017c wiele do usprawnienia, w moim widzeniu. Spojrzyjmy na to jak dw\u00f3ch najlepszych w swoim fachu zawodowc\u00f3w&#8230;<br \/>\nKrasnolud chrz\u0105kn\u0105\u0142 znacz\u0105co.<br \/>\n&#8211;\tDzisiaj, Ko\u017alarz, coraz trudniej si\u0119 wybi\u0107  oznajmi\u0142 Silke, patrz\u0105c na Birk\u0119  coraz wi\u0119cej m\u0142odych g\u0142\u00f3w za my\u015blenie si\u0119 bierze.<br \/>\nKo\u017alarz dopiero teraz zauwa\u017cy\u0142 siedz\u0105c\u0105 w cieniu wojowniczk\u0119.<br \/>\n&#8211;\tH\u0119? Czy\u017cby to by\u0142a ta dama, o kt\u00f3rej przez noc ca\u0142\u0105 gada\u0142e\u015b nad Diablim Stawem, Silke?  zadrwi\u0142 osi\u0142ek, siadaj\u0105c przy \u0142awie.<br \/>\n&#8211;\tNie jestem dam\u0105, \u0142apaczu i daleko mi do takiej  burkn\u0119\u0142a Birka, mru\u017c\u0105c z\u0142owrogo oczy.<br \/>\n&#8211;\tJak ci\u0119 zatem wo\u0142a\u0107  odpar\u0142 weso\u0142o Ko\u017alarz, nic sobie robi\u0105c z gro\u017aby zawartej w spojrzeniu  rzeknij mi.<br \/>\nBirka spojrza\u0142a pytaj\u0105co na krasnoluda, po czym ten kiwn\u0105\u0142 przyzwalaj\u0105co g\u0142ow\u0105.<br \/>\n&#8211;\tBirka jestem. Kogo to z\u0142apali\u015bcie, panie Ko\u017alarz?  zaciekawi\u0142a si\u0119 wojowniczka.<br \/>\n&#8211;\tLii tam, powsinoga jeden, koniokrad z Mortenbergu  odrzek\u0142 \u0142apacz, poci\u0105gaj\u0105c z kufla  burmistrz nagrod\u0119 wyznaczy\u0142, to i wzi\u0119li\u015bmy si\u0119 za niego, ale wnet si\u0119 okaza\u0142o, \u017ce to szajka ca\u0142a, nie za\u015b jeden cz\u0142ek. Zdziwili my si\u0119 trochu, no ale, c\u00f3\u017c pocz\u0105\u0107. By\u0142o ich bez ma\u0142a o\u015bmiu, na szcz\u0119\u015bcie \u0142az\u0119gi z nich by\u0142y, ni fechtunku, ni bystro\u015bci, no to wzielim si\u0119 za nich po cichu&#8230;<br \/>\n&#8211;\tZapewne w nocy, kiedy ju\u017c spali  wypali\u0142a Birka.<br \/>\n&#8211;\tWidz\u0119, Silke, \u017ce umnie dobierasz sobie kompan\u00f3w  odpar\u0142 Ko\u017alarz, czerwieniej\u0105c z lekka  wiedz zatem panien&#8230;  urwa\u0142 widz\u0105c zmiany na twarzy Birki  wiedz pani Birko, \u017ce z pocz\u0105tku nie wiedzielim jacy oni gro\u017ani i czy mog\u0105 jak\u0105 zawad\u0119 stanowi\u0107, a w wojaczce trzeba tak samo mieczem, jak i \u0142epetyn\u0105 rozumnie operowa\u0107, to\u0107 pani Birka te\u017c wojowniczka.<br \/>\n&#8211;\tWojownik nigdy&#8230;<br \/>\n&#8211;\tCicho ju\u017c, cicho  przerwa\u0142 spokojnie krasnolud  ta rozmowa nie ma sensu. Birka, strawa ci si\u0119 ozi\u0119bia, a tobie, Ko\u017alarz, piwo ciep\u0142a nabiera, a zimna zupa i ciep\u0142e piwo do rzyci pr\u0119dzej ni\u017c do g\u0119by.<br \/>\n&#8211;\tJak zwykle masz racje Silke.<br \/>\n&#8211;\tA jak\u017ce  pokra\u015bnia\u0142 karze\u0142.  Ale powiedz mi Ko\u017alarz, skoro ten koniokrad a\u017c z Mortenbergu, to po kiego \u015bwi\u0119tego przytarga\u0142e\u015b go a\u017c tutaj?<br \/>\n&#8211;\tUciek\u0142 nam z ob\u0142awy, psiewiara, p\u00f3ki go nie dorwalim kilka staja\u0144 od miasta, no to pomy\u015blelim  zagl\u0105dniemy do jakiej karczmy, mo\u017ce jakiego znajomka spotkamy, i prosz\u0119&#8230;<br \/>\nPrzemow\u0119 przerwa\u0142o wej\u015bcie trzech kolejnych m\u0119\u017cczyzn, szczeg\u00f3lnie jeden rzuca\u0142 si\u0119 w oczy, zajmowa\u0142 sob\u0105 co najmniej tyle miejsca, co dw\u00f3ch ros\u0142ych m\u0119\u017c\u00f3w.<br \/>\n&#8211;\tNo, nareszcie! Co wam tak d\u0142ugo zaj\u0119\u0142o, u kaduka? Chyba nie zagl\u0105dali\u015bcie &#8222;Pod R\u00f3\u017c\u0119?  Ko\u017alarz zmarszczy\u0142 brwi.<br \/>\n&#8211;\tGdzie\u017cby tam, szefie  odrzek\u0142 pokornie chudy, wysoki \u0142apacz, o nieproporcjonalnie d\u0142ugim nosie, zdecydowanie najm\u0142odszy z nich.<br \/>\n&#8211;\tNo. A teraz si\u0105dnijcie sobie.  odpar\u0142 Ko\u017alarz  Gospodarzu, przynie\u015bcie no tu ca\u0142y anta\u0142ek, ale chy\u017co, chy\u017co. A tera wysz\u0142oby przedstawi\u0107 ca\u0142\u0105 dru\u017cyn\u0119.  oznajmi\u0142 osi\u0142ek, wypijaj\u0105c do dna zawarto\u015b\u0107 glinianego kufla.  ten tutaj zwie si\u0119 Nochal, a ten to Klaus, nie znajdziesz silniejszego w ca\u0142ym mi\u0119dzyg\u00f3rzu, nast\u0119pny jest Egon, ten z kolei do \u0142uku ma smyka\u0142k\u0119, a ten oto przysadny jegomo\u015b\u0107  ci\u0105gn\u0105\u0142 z u\u015bmiechem Ko\u017alarz  to jest Buhaj.<br \/>\nCa\u0142a  dru\u017cyna zasiad\u0142a kolejno przy \u0142awie zajmuj\u0105c niezwykle du\u017co wolnej przestrzeni wzd\u0142u\u017c niej, szczeg\u00f3lnie &#8222;przysadny jegomo\u015b\u0107 da\u0142 pozna\u0107 towarzyszom, jak bardzo jest przysadny. Ca\u0142a gromada zacz\u0119\u0142a mocno poci\u0105ga\u0107 najpierw ze szklanic, potem prosto z anta\u0142ka. Jak si\u0119 okaza\u0142o, najsilniejszy w ca\u0142ym mi\u0119dzyg\u00f3rzu Klaus mia\u0142 zdecydowanie najs\u0142absz\u0105 g\u0142ow\u0119 i najszybciej osun\u0105\u0142 si\u0119 pod st\u00f3\u0142.<br \/>\n&#8211;\tChod\u017amy ju\u017c Silke  burkn\u0119\u0142a Birka  nie chc\u0119, \u017ceby ludzie kojarzyli mnie z tymi idiotami.<br \/>\nDziewczyna i krasnolud wysun\u0119li si\u0119 zza sto\u0142u, nie chc\u0105c zaprz\u0105ta\u0107 sobie g\u0142\u00f3w, pozbawionymi sensu po\u017cegnaniami.<br \/>\nBy\u0142a zm\u0119czona. Ale nie na tyle, by nie zauwa\u017cy\u0107 dw\u00f3ch postaci pod\u0105\u017caj\u0105cych za nimi po ich wyj\u015bciu z gospody. Spojrza\u0142a ukradkiem na Silke Varta, ich oczy spotka\u0142y si\u0119, karze\u0142 mrugn\u0105\u0142 porozumiewawczo. Dw\u00f3ch osobnik\u00f3w porusza\u0142o si\u0119 bardzo cicho. Krasnolud przyspieszy\u0142 kroku, Birka zrobi\u0142a to samo, chc\u0105c wej\u015b\u0107 w jedn\u0105 z licznych, w\u0105skich alejek, odchodz\u0105cych od g\u0142\u00f3wnej drogi. Nie musieli d\u0142ugo szuka\u0107, przeszli wzd\u0142u\u017c alejki kilkana\u015bcie metr\u00f3w i tam si\u0119 zatrzymali. Nie min\u0119\u0142o kilka sekund, a zza rogu wysokiego domostwa wy\u0142oni\u0142o si\u0119 dw\u00f3ch m\u0119\u017cczyzn, o pot\u0119\u017cnej budowie. Byli wysocy, niemal\u017ce dwa razy przewy\u017cszali wzrostem karze\u0142ka. Po lewej stronie ka\u017cdego z nich zwisa\u0142y d\u0142ugie, dwur\u0119czne miecze o szerokich klingach, a spod prawego ramienia wystawa\u0142a r\u0119koje\u015b\u0107 kr\u00f3tkiej, lekko zagi\u0119tej szabli, przewieszonej uko\u015bnie przez plecy, ostrzem do g\u00f3ry.<br \/>\nBirka szybkim p\u0142ynnym ruchem wyci\u0105gn\u0119\u0142a sw\u00f3j po\u0142yskuj\u0105cy na czarno miecz, Silke Vart odrzuci\u0142 po\u0142y p\u0142aszcza i jego ci\u0119\u017cki top\u00f3r niemal\u017ce sam wyskoczy\u0142 zza pasa, normalny cz\u0142owiek z ledwo\u015bci\u0105 utrzyma\u0142by go w dw\u00f3ch r\u0119kach, dla krasnoluda nie stanowi\u0142o to \u017cadnego problemu, dodatkowo chroni\u0142a go ma\u0142a okr\u0105g\u0142a tarcza osadzona na d\u0142ugim, ostro zako\u0144czonym pr\u0119cie, przytroczona do lewego przedramienia.<br \/>\nDw\u00f3ch napastnik\u00f3w ju\u017c zmierza\u0142o w ich kierunku z obna\u017conymi mieczami, poruszaj\u0105c si\u0119 ma\u0142ymi, pewnymi krokami. Gdy przebyli kilka metr\u00f3w na ich twarze nie pada\u0142 ju\u017c cie\u0144 otaczaj\u0105cych ich domostw, od razu da\u0142o si\u0119 zauwa\u017cy\u0107, \u017ce jeden z nich ma na nosie okr\u0105g\u0142e okulary, za\u015b, lewe oko drugiego zakryte by\u0142o czarn\u0105, sk\u00f3rzan\u0105 opask\u0105. Zbli\u017cyli si\u0119 jeszcze o kilka krok\u00f3w i wtedy si\u0119 zacz\u0119\u0142o.<br \/>\nDwie pary bez s\u0142owa rzuci\u0142y si\u0119 na siebie w tym samym momencie jak dwa dzikie koty. Birka skoczy\u0142a w obrocie i \u015bci\u0119\u0142a si\u0119 z okularnikiem, Silke zam\u0142ynkowa\u0142 toporem w powietrzu i szybkim, pot\u0119\u017cnym ciosem od do\u0142u ci\u0105\u0142 jednookiego, ale ten by\u0142 diabelnie szybki, b\u0142yskawicznym ruchem odskoczy\u0142 w przeciwn\u0105 stron\u0119, nie zdo\u0142a\u0142 jednak wyprowadzi\u0107 w\u0142a\u015bciwego ci\u0119cia, bezw\u0142adno\u015b\u0107 sprawi\u0142a, \u017ce musia\u0142 si\u0119 zatrzyma\u0107 i obr\u00f3ci\u0107, ale by\u0142o ju\u017c za p\u00f3\u017ano, krasnolud ci\u0105\u0142 od g\u00f3ry z du\u017cym rozmachem, napastnik zdo\u0142a\u0142 sparowa\u0107 zab\u00f3jczy cios, tym razem bezw\u0142adno\u015b\u0107 rzuci\u0142a krasnoludem, ale ten szybko okr\u0119ci\u0142 si\u0119, wywin\u0105\u0142 toporem odbijaj\u0105c zarazem cios napastnika, co pozwoli\u0142o mu znale\u017a\u0107 si\u0119 tu\u017c przy nim, b\u0142yskawicznie uj\u0105\u0142 top\u00f3r praw\u0105 d\u0142oni\u0105, uderzaj\u0105c woln\u0105 pi\u0119\u015bci\u0105 prosto w podbr\u00f3dek jednookiego i wykorzystuj\u0105c oszo\u0142omienie napastnika ci\u0105\u0142, ponownie od g\u00f3ry, top\u00f3r, nie napotykaj\u0105c przeszk\u00f3d,  wbi\u0142 si\u0119 tu\u017c obok szyi a\u017c po obojczyk, da\u0142o si\u0119 s\u0142ysze\u0107 niewyra\u017ane chrupni\u0119cie.<br \/>\nTymczasem Birka i okularnik wymieniali cios za ciosem, paruj\u0105c i odbijaj\u0105c kolejne ci\u0119cia, okularnik by\u0142 okrutnie zr\u0119czny, ale dwur\u0119czny miecz sprawia\u0142, i\u017c jego ruchy, cho\u0107 tak szybkie, nie mog\u0142y r\u00f3wna\u0107 si\u0119 z szybko\u015bci\u0105 Birki, skoczy\u0142a ku niemu, zr\u0119czn\u0105 parad\u0105 broni\u0105c si\u0119 przed pot\u0119\u017cnym ciosem, ci\u0119\u0142a od g\u00f3ry lecz napastnik niespodziewanie zgi\u0105\u0142 si\u0119 unikaj\u0105c ciosu i znalaz\u0142 si\u0119 tu\u017c za ni\u0105, nim zd\u0105\u017cy\u0142 uderzy\u0107, oboje us\u0142yszeli g\u0142o\u015bny, gniewny krzyk, to krasnolud szar\u017cowa\u0142 w kierunku okularnika, wywijaj\u0105c toporem, Birka wykorzystuj\u0105c sytuacj\u0119 ci\u0119\u0142a na ukos, lecz okularnik kolejny raz unikn\u0105\u0142 ciosu w szybkim piruecie, Silke zamachn\u0105\u0142 si\u0119 ale przeciwnik by\u0142 szybszy, ci\u0105\u0142 na odlew, trafiaj\u0105c krasnoluda w prawe rami\u0119 i wywracaj\u0105c go, Birka ci\u0119\u0142a z pot\u0119\u017cnym rozmachem pozwalaj\u0105c odbi\u0107 cios i nurkuj\u0105c pod prawym bokiem napastnika, szybki obr\u00f3t, ci\u0119cie kr\u00f3tkie, na ukos, samym ko\u0144cem ostrza wzd\u0142u\u017c plec\u00f3w, okularnik zachwia\u0142 si\u0119, ci\u0119\u0142a jeszcze raz, z prawej, wykonuj\u0105c pe\u0142ny obr\u00f3t, trafi\u0142a dok\u0142adnie pod ucho, krew trysn\u0119\u0142a na jej policzek, napastnik zwali\u0142 si\u0119 na ziemi\u0119 z g\u0142uchym st\u0119kni\u0119ciem, pod jej nogi spad\u0142y okulary, zdepta\u0142a je szybkim ruchem, roztrzaskuj\u0105c po\u0142yskuj\u0105ce na niebiesko szk\u0142a. <\/p>\n<p>***<br \/>\n&#8211;\tTo byli zawodowcy,  rzek\u0142a wolno Birka, zawieszaj\u0105c spojrzenie na jakim\u015b, sobie tylko znanym,  punkcie na \u015bcianie lazaretu  widzia\u0142e\u015b te okulary?<br \/>\n&#8211;\tBy\u0142y warte maj\u0105tek dla takiego, kt\u00f3ry zna si\u0119 na \u015bwiecide\u0142kach  odpar\u0142 Silke, u\u015bmiechaj\u0105c si\u0119 pokracznie do opatruj\u0105cej mu rami\u0119 s\u0142u\u017cki.<br \/>\n&#8211;\tPrzypadkowego r\u0119baj\u0142y nie by\u0142oby na nie sta\u0107, o nie. Ruchy mieli te\u017c nie z gorsza, cho\u0107 musz\u0119 przyzna\u0107, \u017ce trafi\u0142e\u015b na \u0142atwiejsz\u0105 przeszkod\u0119, Silke.<br \/>\n&#8211;\tNie b\u0105d\u017a taka szybka, to wszystko dzi\u0119ki mojemu do\u015bwiadczeniu, sprawno\u015bci i, oczywi\u015bcie, pi\u0119knej Mirilii  napuszy\u0142 si\u0119 krasnolud, g\u0142aszcz\u0105c pieszczotliwie g\u0142owni\u0119 topora.<br \/>\n&#8211;\tJaka choroba drzemie w waszym plemieniu, \u017ce nadajecie broniom imiona. Ot, siekiera i tyle.<br \/>\n&#8211;\tTo nie \u017cadna choroba ani inna dziwaczno\u015b\u0107, a moja Mirilya to nie \u017cadna siekiera, ka\u017cdy powinien szanowa\u0107 swoich towarzyszy, a ta oto pi\u0119kno\u015b\u0107 pomog\u0142a mi nie raz i to o wiele lepiej, ni\u017cby m\u00f3g\u0142 to uczyni\u0107 najbardziej oddany kompan. No, ale wracaj\u0105c do tych tam&#8230; czy to nie s\u0105 przypadkiem znajomi twoich znajomych? Dajmy na to z Mortenbergu?<br \/>\n&#8211;\tTe\u017c o tym my\u015bla\u0142am, Silke, i wiesz co? Pojad\u0119 tam i sko\u0144cz\u0119 to raz na zawsze.<br \/>\n&#8211;\tNie r\u00f3b tego, ma\u0142a, &#8211; zmarszczy\u0142 brwi krasnolud  nie teraz. Poczekaj, sprawa ucichnie&#8230;<br \/>\n&#8211;\tKiedy, Silke, ile jeszcze mam czeka\u0107?! Od ponad miesi\u0105ca w\u0142\u00f3cz\u0119 si\u0119 po go\u015bci\u0144cach. Rzeczywi\u015bcie, przyjecha\u0142am tu, \u017ceby odpocz\u0105\u0107, ale sam widzisz, przecie\u017c nie b\u0119d\u0119 ogl\u0105da\u0107 si\u0119 przy ka\u017cdym zakr\u0119cie&#8230; Poza tym, ty te\u017c si\u0119 w to wpl\u0105ta\u0142e\u015b, jeszcze kto\u015b got\u00f3w na ciebie si\u0119 zasadzi\u0107, staruszku.  u\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 smutno.<br \/>\n&#8211;\tPrzesta\u0144 sobie ze mnie \u017cartowa\u0107  obruszy\u0142 si\u0119 karze\u0142  starego Silke nikt nie tknie  odpar\u0142 dumnie.<br \/>\n&#8211;\tWiem. Ale nie chc\u0119 ju\u017c ucieka\u0107. Po jutrze jad\u0119 do Mortenbergu, postanowione.<br \/>\nNast\u0119pne dwa dni min\u0119\u0142y szybo. Birka wykorzysta\u0142a je na przygotowania do wyjazdu, odwiedzi\u0142a te\u017c kilku znajomych najemnik\u00f3w, wracaj\u0105cych z Mortenbergu i od Metzgera, o jego w\u0142a\u015bnie jej chodzi\u0142o, zajrza\u0142a te\u017c na targ ale nie znalaz\u0142a tam nic godnego uwagi. Jej uwagi.<br \/>\nDzie\u0144 poprzedzaj\u0105cy jej wyjazd okaza\u0142 si\u0119 zaskakuj\u0105co d\u0142ugi, nawet po pojawieniu si\u0119 ksi\u0119\u017cyca s\u0142o\u0144ce nie dawa\u0142o za wygran\u0105, pozostaj\u0105c na niebosk\u0142onie, dwie pot\u0119gi, zda\u0142oby si\u0119, demonstrowa\u0142y wzajemnie swoj\u0105 godno\u015b\u0107 i niewzruszalno\u015b\u0107, trwa\u0142o to jaki\u015b czas, napawaj\u0105c niema\u0142ym zdumieniem zabobonnych mieszka\u0144c\u00f3w mi\u0119dzyg\u00f3rza. Po d\u0142ugiej walce s\u0142o\u0144ce musia\u0142o da\u0107 za wygran\u0105, ognista kula pow\u0119drowa\u0142a za horyzont. <\/p>\n<p>* <\/p>\n<p>&#8211;\tSpokojnie, koby\u0142o, nie miotaj si\u0119  wyrzuci\u0142a przez z\u0119by. &#8211; spok\u00f3j! Psia krew!<br \/>\nOd trzech godzin jecha\u0142a u\u015bpionym go\u015bci\u0144cem i nic nie wskazywa\u0142o na jakiekolwiek zmiany, przez ca\u0142y ten czas od jej wyjazdu z miasta, ptaki nie przesta\u0142y \u015bpiewa\u0107, czasem tylko zmieniaj\u0105c barw\u0119 i nat\u0119\u017cenie swojego niemilkn\u0105cego \u015bwiergotu. Pod\u0105\u017ca\u0142a wzd\u0142u\u017c szlaku wraz z napotkanym wozem, kt\u00f3rych na drodze by\u0142o nie ma\u0142o. Obs\u0142ug\u0119 wozu stanowi\u0142o trzech ludzi, w\u0142a\u015bciciel  brzuchaty jegomo\u015b\u0107 &#8211; kupiec, pe\u0142ni\u0105cy teraz rol\u0119 wo\u017anicy oraz jego dw\u00f3ch barczystych syn\u00f3w.<br \/>\n&#8211;\tSpok\u00f3j !  wrzasn\u0119\u0142a Birka potrz\u0105saj\u0105c nerwowo wodzami.<br \/>\n&#8211;\tNie s\u0142ucha si\u0119?  spyta\u0142 z u\u015bmiechem brzuchaty.<br \/>\n&#8211;\tAno nie, &#8211; odpar\u0142a, niemal krzycz\u0105c  t\u0119pa szkapa. Ruszaj\u017ce, bo, jak pragn\u0119 szcz\u0119\u015bcia, oddam ci\u0119 rze\u017anikowi!<br \/>\nKlacz wyr\u00f3wna\u0142a ch\u00f3d, spogl\u0105daj\u0105c ,jakby z wyrzutem, na dziewczyn\u0119.<br \/>\n&#8211;\tNo. Ale\u015b uparta.<br \/>\n&#8211;\tDo konia, trzeba m\u0105drze podchodzi\u0107  w\u0142\u0105czy\u0142 si\u0119 do rozmowy tonem znawcy m\u0142odszy kupiecki syn.<br \/>\n&#8211;\tNie k\u0142ap jadaczk\u0105 Olme!  skarci\u0142 go ojciec  I nie pouczaj, kiedy nie trzeba.<br \/>\n&#8211;\tNo w\u0142a\u015bnie, s\u0142uchaj si\u0119 ojca  wypali\u0142a Birka, dziwi\u0105c si\u0119 sobie, \u017ce tak \u0142agodnie potraktowa\u0142a ch\u0142opaka, niejeden bowiem ros\u0142y m\u0105\u017c pada\u0142 ju\u017c przed ni\u0105 na kolana skaml\u0105c i prosz\u0105c o lito\u015b\u0107, ale m\u0142odszy syn kupca mia\u0142 w sobie co\u015b ciekawego, co\u015b, jakby b\u0142ysk w oczach, sprawia\u0142o wra\u017cenie jak gdyby przez ca\u0142y czas ze wszystkiego sobie kpi\u0142, po\u0142\u0105czenie beztroski i tajemniczo\u015bci. To co\u015b j\u0105 poci\u0105ga\u0142o.<br \/>\nJechali tak jeszcze przez jaki\u015b czas, gdy nagle, niespodziewanie, jakby wyr\u00f3s\u0142 spod ziemi pojawi\u0142 si\u0119 opas\u0142y, d\u0142ugi pie\u0144, le\u017c\u0105cy w poprzek drogi. Podjechali jeszcze kawa\u0142ek. Teraz Birka wyra\u017anie widzia\u0142a \u015blady po umiej\u0119tnych uderzeniach siekiery b\u0105d\u017a topora. Zanim  jednak zd\u0105\u017cy\u0142a zareagowa\u0107, wszystko si\u0119 zacz\u0119\u0142o i potoczy\u0142o bardzo szybko. Zza nazbyt, wydawa\u0142oby si\u0119, g\u0119stych skupisk krzew\u00f3w wyskoczy\u0142y nagle chmary ludzi, nosz\u0105cych przer\u00f3\u017cne, kolorowe kubraki. Od pocz\u0105tku by\u0142o wiadomo, \u017ce wiedz\u0105 co robi\u0105 i robi\u0105 to nie pierwszy raz. Rozb\u00f3jnik\u00f3w by\u0142o bez liku i otaczali w\u00f3z ze wszystkich stron. Pierwszy, o dziwo, za miecz z\u0142apa\u0142 Olme, m\u0142odszy. Rzuci\u0142 si\u0119 na atakuj\u0105cych, wymachuj\u0105c przy tym kling\u0105 i tn\u0105c jak szalony, bojowy sza\u0142 zaraz udzieli\u0142 si\u0119 te\u017c innym. Podczas gdy brzuchaty kupiec odstrasza\u0142 napastnik\u00f3w, raz po raz trafiaj\u0105c celnie z wyszarpni\u0119tej spod koz\u0142a kuszy, Birka i dwaj synowie zr\u0119cznie parowali ciosy i uderzaj\u0105c w t\u0142um atakuj\u0105cych pokrzepiali si\u0119 nawzajem. Jednak pomimo pocz\u0105tkowej przewagi obro\u0144c\u00f3w wozu, wroga by\u0142o coraz wi\u0119cej, na miejsce jednego zabitego wy\u0142ania\u0142o si\u0119 trzech nast\u0119pnych. To wszystko nie wygl\u0105da\u0142o dobrze. Coraz trudniej by\u0142o unika\u0107 uderze\u0144 a troje wojownik\u00f3w coraz bardziej oddala\u0142o si\u0119 od wozu. W pewnym momencie kilku rzezimieszk\u00f3w wdar\u0142o si\u0119 na w\u00f3z i stary kupiec, zrzucony z koz\u0142a, zgin\u0105\u0142 zadeptany przez kilku konnych opryszk\u00f3w kt\u00f3rzy ju\u017c zd\u0105\u017cyli do\u0142\u0105czy\u0107 do pieszych towarzyszy. Widz\u0105c ca\u0142e zaj\u015bcie starszy syn rzuci\u0142 si\u0119 z krzykiem w stron\u0119 wozu, by\u0142 to jego ostatni uczynek, trafiony kilka razy w praw\u0105 pier\u015b, w ko\u0144cu i on osun\u0105\u0142 si\u0119 pod nogi napastnik\u00f3w. Birka ju\u017c wiedzia\u0142a co trzeba zrobi\u0107  \u017ceby tylko przebi\u0107 si\u0119 na pusty go\u015bciniec, \u017ceby tylko si\u0119 przebi\u0107  nie dawa\u0142o spokoju jej my\u015blom. Zdecydowanie zacz\u0119\u0142a przedziera\u0107 si\u0119 przez s\u0142abiej bronione miejsca w coraz bardziej zacie\u015bniaj\u0105cej si\u0119 obr\u0119czy wroga. Jeszcze kilka metr\u00f3w, jeszcze tylko kawa\u0142ek, dwa b\u0142y\u015bni\u0119cia klingi, unik, jeszcze jedno ci\u0119cie&#8230; uda\u0142o si\u0119, wydosta\u0142a si\u0119 ze \u015bmiertelnego okr\u0119gu, zmusi\u0142a konia do ostatniego wysi\u0142ku i przechodz\u0105c szybko w cwa\u0142 oddala\u0142a si\u0119 coraz bardziej od niebezpiecze\u0144stwa. Ciekawe co z Olme  pomy\u015bla\u0142a wyciskaj\u0105c z wierzchowca ile si\u0119 da  powinien sobie poradzi\u0107  pociesza\u0142a si\u0119 p\u0119dz\u0105c przed siebie. <\/p>\n<p>Ci\u0119cie, szybkie na ukos i zwyk\u0142a wibracja, towarzysz\u0105ca wchodz\u0105cej w cia\u0142o klindze, obr\u00f3t, unik.<br \/>\n&#8211;\tNie! Nie dostaniecie mnie tak \u0142atwo! Psie syny!  zdziera\u0142 gard\u0142o Olwe, pr\u00f3buj\u0105c doda\u0107 sobie otuchy.<br \/>\nZosta\u0142 sam. Nie ma nikogo kto m\u00f3g\u0142by mu pom\u00f3c.<br \/>\nJeszcze jeden napastnik zwali\u0142 si\u0119 na ziemi\u0119 bez czucia. Kr\u00f3tki wypad, sztych, nast\u0119pny upad\u0142. I jeszcze jeden. Miecz jest coraz ci\u0119\u017cszy, kolejny ginie. Nie czuj\u0105c w amoku trzech obficie krwawi\u0105cych ran, pozwala sobie ju\u017c tylko parowa\u0107 ciosy, bez nadziei, bez wiary. W pewnym momencie co\u015b pot\u0119\u017cnie uderza go w ty\u0142 g\u0142owy. To by\u0142a ziemia. Twarda, uje\u017cd\u017cona ziemia zakurzonego go\u015bci\u0144ca. Widocznie jedna z ran okaza\u0142a ci\u0119 g\u0142\u0119bsza od innych. Nie widzia\u0142 ju\u017c nic, ani z\u0142ych twarzy u\u015bmiechaj\u0105cych si\u0119 brzydko ani rozbieranego na cz\u0119\u015bci wozu ani olbrzymich koron drzew, wyginaj\u0105cych si\u0119 delikatnie na wietrze. Jego cia\u0142o pokry\u0142 mrok. Mrok, kt\u00f3ry zakrywa tak\u017ce dusz\u0119. I oczy  bez \u017cycia, bez g\u0142\u0119bi, bez blasku. <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Opowiadanie powa\u017cne.<\/p>\n","protected":false},"author":47,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_et_pb_use_builder":"","_et_pb_old_content":"","_et_gb_content_width":"","footnotes":""},"categories":[15],"tags":[],"class_list":["post-257","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-fanfic","et-doesnt-have-format-content","et_post_format-et-post-format-standard"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/257","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/users\/47"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=257"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/257\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=257"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=257"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=257"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}