{"id":104,"date":"2002-06-23T16:23:46","date_gmt":"2002-06-23T16:23:46","guid":{"rendered":"http:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/?p=104"},"modified":"2002-06-23T16:23:46","modified_gmt":"2002-06-23T16:23:46","slug":"bezdech","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/bezdech\/","title":{"rendered":"Bezdech"},"content":{"rendered":"<p align=\"center\"><b><font face=\"Arial\" size=\"3\">&#8222;BEZDECH&#8221;<\/font><\/b><\/p>\n<p align=\"left\"><font face=\"Arial\" size=\"2\">Czy \u017cycie jest tylko pasmem nieszcz\u0119\u015b\u0107, kt\u00f3re &#8211; w\u0142a\u015bnie w momencie gdy spijasz z powietrza ostatni haust nadziei &#8211; przerywa si\u0119 bezd\u017awi\u0119cznie, p\u0119ka jak paj\u0119cza ni\u0107?<\/p>\n<p>Melirenn mog\u0142aby si\u0119 z tym chyba zgodzi\u0107. Przynajmniej je\u015bli chodzi\u0142o o \u017cycie i \u015bmier\u0107 innych. Sama wyobra\u017ca\u0142a sobie, \u017ce jej \u015bmier\u0107 b\u0119dzie wyj\u0105tkowa. Skoro i tak mia\u0142a nadej\u015b\u0107, to niech chocia\u017c b\u0119dzie pi\u0119kna: b\u0142yskawice na czarnym niebie, burza i ulewa &#8211; zap\u0142acz\u0105 po niej bogowie. Kt\u00f3\u017c jest tego godny, je\u015bli nie ona?<br \/>\nMia\u0142a dopiero 75 lat, wi\u0119c jak na elfk\u0119 by\u0142a m\u0142oda. Prawie dziecko. Ale tym przesta\u0142a si\u0119 ju\u017c przejmowa\u0107. Odk\u0105d potrafi\u0142a napi\u0105\u0107sze\u015b\u0107dziesi\u0119cio funt\u00f3wk\u0119 wszyscy musieli si\u0119 z ni\u0105 liczy\u0107. A ju\u017c na pewno ludzie&#8230;<br \/>\nTo zabawne nie mie\u0107 nic do stracenia, to naprawd\u0119 otwiera oczy na niekt\u00f3re sprawy. Aludzie&#8230; oni mieli tyle do stracenia. &#8222;Och, to by\u0142o kiedy\u015b nasze&#8221; &#8211; p\u0142aka\u0142o co\u015b w duszy Melirenn &#8211; &#8222;wi\u0119c odbierzmy im to, odbierzmy, odbierzmy&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>Na pocz\u0105tek \u017cycie. Pami\u0119ta\u0142a dok\u0142adnie swoj\u0105 pierwsz\u0105 &#8230;ofiar\u0119. Jaki\u015b knecht w podartym kaftanie &#8211; bieg\u0142 w jej kierunku, a ona dr\u017ca\u0142a jak li\u015b\u0107 na wietrze: \u0142uk omal nie wypad\u0142 jej z r\u0105k. Na szcz\u0119\u015bcie, przysz\u0142o opami\u0119tanie: w sam czas. Dosta\u0142 w szyj\u0119 i wi\u0119cej ju\u017c si\u0119 nie podni\u00f3s\u0142. Melirenn tak\u017ce przez d\u0142u\u017csz\u0105 chwil\u0119 nie mog\u0142a si\u0119 podnie\u015b\u0107: widok rz\u0119\u017c\u0105cego, kopi\u0105cego ziemi\u0119 i bluzgaj\u0105cego krwi\u0105 m\u0119\u017cczyzny przyprawi\u0142 j\u0105 o md\u0142o\u015bci. Potem Helieth \u015bmia\u0142 si\u0119, \u017ce jest jeszcze za ma\u0142a&#8230; ale to si\u0119 ju\u017c nigdy nie powt\u00f3rzy\u0142o. Nigdy.<br \/>\nTylko co\u015b czasem skr\u0119ca\u0142o w \u017co\u0142\u0105dku gdy Aneiron strzela\u0142 &#8222;im&#8221; w plecy, gdy Deleine pchn\u0119\u0142a mieczem ci\u0119\u017carn\u0105 kobiet\u0119, gdy Helieth nie bra\u0142 je\u0144c\u00f3w. Nigdy nie brali je\u0144c\u00f3w. Nigdy&#8230;<br \/>\nAle przecie\u017c wiedzia\u0142a co robi i nigdy, przenigdy nie wycofa\u0142aby si\u0119.<br \/>\nI nawet do uczucia bliskiej \u015bmierci przyzwyczai\u0142a si\u0119. Bo dla czego i dla kogo mia\u0142by niby \u017cy\u0107? Dla wspomnie\u0144? Tych wola\u0142aby nie mie\u0107. Jej rodzice nie \u017cyli&#8230; Zreszt\u0105 ca\u0142e komando mia\u0142o takie wspomnienia. Melirenn obudzi\u0142a si\u0119 kiedy\u015b w \u015brodku nocy: to&#8221;Deireadh Deleine&#8221; p\u0142aka\u0142a przez sen jak ma\u0142a dziewczynka, krzycz\u0105c &#8222;Ma modron!&#8221;. Koszmar&#8230; koszmar &#8211; na jawie i we \u015bnie. A wszystko przez ludzi.\u00a0<\/p>\n<p>&#8222;Wi\u0119c odbierzmy im, odbierzmy, odbierzmy&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>By\u0142o co. Gdy p\u0119dzili konno le\u015bnym traktem przez kaedwe\u0144skie puszcze, gdy wiatr rozwiewa\u0142 jej w\u0142osy, gdy by\u0142a tylko rozmazana ziele\u0144 drzew, \u015bwist powietrza w uszach &#8211; wiedzia\u0142a, \u017ce jest wolna. I \u017ce trzeba tak trzeba, ess tedd, ess tedd. &#8222;Odbierzmy&#8230; odbierzmy&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>Tamtego dnia by\u0142o podobnie: Helieth zdecydowa\u0142, \u017ce napadn\u0105 w nocy na pewn\u0105 zbyt daleko wysuni\u0119t\u0105 ludzk\u0105 osad\u0119. Ka\u017cda by\u0142a zbyt wysuni\u0119ta, ale od czego\u015b trzeba by\u0142o zacz\u0105\u0107.<br \/>\nNoc okry\u0142a \u015bwiat aksamitem czerni i Melirenn znowu mia\u0142a kr\u00f3tk\u0105 chwil\u0119 by pomarzy\u0107. Chocia\u017c&#8230; o czym niby? Ostatnio cz\u0119sto zastanawia\u0142a si\u0119 o czym marzy\u0142y kiedy\u015b dziewczyny w jej wieku i nie potrafi\u0142a sobie tego zupe\u0142nie wyobrazi\u0107. By\u0142o ju\u017c chyba za p\u00f3\u017ano: i ona, i Helieth, i Deleine, i reszta, skazani byli na brak marze\u0144, na \u017cycie z dnia na dzie\u0144 i na beznadziej\u0119, kt\u00f3ra d\u0142awi ch\u0119\u0107 do \u017cycia.<br \/>\nTaniec \u015bmierci znowu mia\u0142 t\u0119 sam\u0105 melodi\u0119 i rytm. Przera\u017ceni dh&#8217;oine wyskakiwali z podpalonych chat prosto na szypy Melirenn, Laveina i innych. Prosto na miecze Deleine i Helietha.\u00a0<\/p>\n<p>&#8222;Odbierzmy, odbierzmy&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>Nagle z chaty wybieg\u0142a dziewczyna: podobnego do Melirenn wzrostu, nawet podobnego koloru w\u0142osy. Krzykn\u0119\u0142a, gdy przelecia\u0142a obok niej strza\u0142a. W tym momencie jak spod ziemi pojawi\u0142 si\u0119 ch\u0142opak &#8211; wzi\u0105\u0142 ja za r\u0119k\u0119 i poci\u0105gn\u0105\u0142 w stron\u0119 lasu. G\u0142upcy, my\u015bleli, \u017ce zdo\u0142aj\u0105 wymkn\u0105\u0107 si\u0119. Szyp pos\u0142any prze Melirenn trafi\u0142 dziewczyn\u0119 w kark. Upad\u0142a bez j\u0119ku. Melirenn pr\u0119dko si\u0119gn\u0119\u0142a po drugi boj\u0105c si\u0119, \u017ce ch\u0142opak jej ucieknie. Ale nie: ten g\u0142upi dh&#8217;oine zosta\u0142 i kl\u0119cza\u0142 nad trupem dziewczyny co\u015b tam wykrzykuj\u0105c w ich prostackiej mowie. Spojrza\u0142 w stron\u0119 Melirenn. A w elfce co\u015b zagra\u0142o: wysz\u0142a zza zas\u0142ony drzew, podesz\u0142a bli\u017cej. Ognie p\u0142on\u0105cej wioski o\u015bwietla\u0142y dok\u0142adnie posta\u0107 ch\u0142opaka, ale on sam nie m\u00f3g\u0142 widzie\u0107 wi\u0119cej ni\u017c jej ciemn\u0105 sylwetk\u0119 na tle po\u017cogi.Wymierzy\u0142a prosto mi\u0119dzy oczy. &#8222;Czemu nie uciek\u0142e\u015b, peste?&#8221; Dostrzeg\u0142a, \u017ce trzyma martw\u0105 za r\u0119k\u0119. Ale nie zawaha\u0142a si\u0119. J\u0119k i \u015bwist. J\u0119k i g\u0142uchy odg\u0142os padaj\u0105cego na ziemi\u0119 cia\u0142a.<br \/>\n-Eleine aspear, sor&#8217;ca. &#8211; pochwali\u0142 Helieth.<\/p>\n<p>Rankiem z wioski pozosta\u0142y ju\u017c tylko zgliszcza. I co\u015b si\u0119 wypali\u0142o w sercu Melirenn. Jej nikt nie trzyma za r\u0119k\u0119 nawet gdy jest \u017cywa&#8230;<br \/>\n&#8222;Odbierzmy&#8230; odbierzmy&#8230;&#8221; za\u0142ka\u0142o co\u015b w \u015brodku.<br \/>\nAle teraz Melirenn nie by\u0142a pewna, czy dalej chodzi\u0142o o to, by odbiera\u0107 elfie dziedzictwo z r\u0105k dh&#8217;oine, czy o to, by odebra\u0107 to, co jej odebrano. En&#8217;ca minne&#8230;<\/p>\n<p>Kolejne dni otoczy\u0142y j\u0105 mg\u0142\u0105 jednostajno\u015bci i zapomnienia. Otrze\u017awienie przysz\u0142o dopiero tamtego dnia, pod koniec Midaete. To si\u0119 musia\u0142o w ko\u0144cu sta\u0107. Ta wioska okaza\u0142a si\u0119 by\u0107 lepiej strze\u017cona. Aneiron zgin\u0105\u0142, gdy be\u0142t z kuszy wbi\u0142 mu si\u0119 w oczod\u00f3\u0142, Deleine, gdy miecz rozp\u0142ata\u0142 jej klatk\u0119 piersiow\u0105. Ona sama i Helieth, oboje ci\u0119\u017cko ranni, przedzierali si\u0119 przez puszcz\u0119, uciekali jak zwierzyna, szczuta psami, brocz\u0105ca krwi\u0105&#8230; skazana na zag\u0142ad\u0119. Upad\u0142a, nie by\u0142a w stanie biec dalej&#8230; przez mg\u0142\u0119 zobaczy\u0142a twarz Helietha: spojrza\u0142 na ni\u0105 i &#8230;wi\u0119cej go nie widzia\u0142a, bo ciemno\u015b\u0107 owin\u0119\u0142a j\u0105 nieprzebytym ca\u0142unem &#8230;\u00a0<\/p>\n<p>Po niesko\u0144czenie d\u0142ugim czasie, cho\u0107 naprawd\u0119 musia\u0142o to trwa\u0107 zaledwie chwilk\u0119, otwar\u0142a oczy. Ca\u0142e cia\u0142o by\u0142o zdr\u0119twia\u0142e, ka\u017cdy oddech jak cios sztyletem, zranionego ramienia nawet nie czu\u0142a. Z wysi\u0142kiem opar\u0142a si\u0119 o drzewo, czu\u0142a jak co\u015b k\u0142ad\u0142o si\u0119 niemo\u017cebnym ci\u0119\u017carem na p\u0142uca: czy to w\u0142a\u015bnie jest \u015bmier\u0107? Krew, b\u00f3l i b\u0142oto? A przecie\u017c mia\u0142y by\u0107 b\u0142yskawice i szloch bog\u00f3w. &#8222;W snach, ma\u0142a. W snach&#8230;&#8221; &#8211; odpowiedzia\u0142a sam sobie. &#8222;To \u015bmieszne&#8221; &#8211; pomy\u015bla\u0142a &#8211; &#8222;ale chyba niczego im nie odebra\u0142am. Opr\u00f3cz kilku istnie\u0144 &#8211; nic. Za to oni mi tak. Oni mi? Och, raczej ja sama sobie&#8230;&#8221;. W oddali s\u0142ycha\u0107 by\u0142o zbli\u017caj\u0105c\u0105 si\u0119 pogo\u0144. Dopiero teraz dostrzeg\u0142a, \u017ce obok le\u017ca\u0142 Helieth. Szkliste oczy wpatrywa\u0142y si\u0119 w os\u0142oni\u0119te dachem konar\u00f3w niebo.\u00a0<br \/>\nNie m\u00f3g\u0142 nawet spojrze\u0107 na gwiazdy, kt\u00f3re tak ukocha\u0142. Melirenn wyci\u0105gn\u0119\u0142a r\u0119k\u0119 i schwyci\u0142a go za d\u0142o\u0144, umazan\u0105 w zesch\u0142ej krwi.<\/p>\n<p>Krzyki by\u0142y coraz bli\u017cej.<br \/>\n&#8222;Pomylili\u015bmy si\u0119 Helieth&#8230; pomylili\u015bmy si\u0119: <<odbierzmy, odbierzmy>>, to z\u0142a droga&#8230; bo widzisz&#8230; ja nie mam niczego&#8230;.niczego im nie odebra\u0142am&#8230;.tak naprawd\u0119. Co teraz mamy? Nie mieli\u015bmy nawet nigdy tego czego\u015b, tak ludzkiego, z czego tak si\u0119 \u015bmiali\u015bmy: nadziei&#8230;.Oni chwytali j\u0105 jeszcze ostatnimtchnieniem&#8230; A my? Czy nie \u017cyli\u015bmy na jednym wielkim bezdechu?&#8230; Chcia\u0142abym zobaczy\u0107 gwiazdy&#8230; Jeszcze ostatniraz&#8230; Czy tam jest odpo&#8230;&#8221;<\/p>\n<p>Melirenn zakas\u0142a\u0142a. Krew prysn\u0119\u0142a na zielony kubraczek. U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 wspominaj\u0105c tamtego ch\u0142opaka. Nie, jemu na pewno nie by\u0142a w stanie odebra\u0107 tego, co mia\u0142. En&#8217;ca minne&#8230;<\/p>\n<p>Tamtej nocy na niebie nie by\u0142o gwiazd.<\/p>\n<p>Koniec<\/font><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>W odpowiedzi na Wi\u0119zienie wieczno\u015bci&#8230;<\/p>\n","protected":false},"author":6,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_et_pb_use_builder":"","_et_pb_old_content":"","_et_gb_content_width":"","footnotes":""},"categories":[15],"tags":[],"class_list":["post-104","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-fanfic","et-doesnt-have-format-content","et_post_format-et-post-format-standard"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/104","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/users\/6"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=104"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/104\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=104"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=104"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=104"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}